wtorek, 3 marca 2015

Wiersz #1



Ciągle mam inaczej.
Wiem ze mnie nie kochał
nie kocha i nie pokocha ale ja wciąż się łudzę.
Wciąż mam te beznadziejna nadzieje.

 Z moich oczu płynie ciągle ta sama łza.
 Ból.
 Tak. Odczuwam go.
Szczególnie nocami kiedy dopadają mnie wspomnienia.
W kościele kiedy muszę do niego podejść.
 Amen.

Już się przyzwyczaiłam do tej pustki w sercu.
Na pewno? Sądzę ze tak.
 Ciągle jednak mylę się na nowo.
Jak to robie? Nie wiem...

Jego widok... Tego się nie da opisać.
Stokroć piękniejszy niż najlepszy diament.
Tak ckliwa rzucam sobie wyzwanie by nie płakać.
Nie w szkole.
Nie w domu.
Nie z przyjaciółką.
 Nie z rodziną.
 To wieczorami pękam.
 Jak wodospad oblewam łoże cierpienia.
Ubolewam nad sobą.

Życie cieknie mi przez palce.
Ciągle krążę po tej samej orbicie.
Ciągle obok tej samej gwiazdy.
Zawszę wracam.
Nigdy nie zostawiam go samego.

Boję się strasznie ze znajdzie inną.
Ładniejsza.
Inteligentniejszą.
Ale mam nadzieje.
Ta nadzieja mnie zgubi.
Widzę to...

Na pewno kiedyś się poddam.
 Przez ten czas jednak pocierpię.
Wyjdzie mi to na dobre.

Przyjdzie piękniejszy.
 I znów zatoczę to samo bzdurne koło.
Taka już jestem.
Tak już mam.
Ciągle wracam jak jakiś zaprogramowany robot.

Tryb płaczu czas zacząć

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz